najświętsza ofiara: msza święta, Eucharystia, uroczysta celebracja Ostatniej Wieczerzy, uczty paschalnej, którą według wierzeń chrześcijan Jezus spożył przed swoją zbawczą męką, śmiercią i zmartwychwstaniem.
Quo Vadis Henryk Sienkiewicz rozczytywał się w łacińskich utworach starożytnych, szczególnie Tacyta. Odbył wiele podróży do Rzymu, zwiedzał zabytki, wędrował po katakumbach. “Quo Vadis” jest urzeczywistnieniem zamysłów, jakie w tamtym czasie zrodziły się w umyśle pisarza. Była to chęć ukazania w utworze dwóch światów: starożytnego - pogańskiego i nowego - chrześcijańskiego. Pierwszego, w chwili gdy nadciąga już zmierzch jego wielkości, a drugiego w początkach jego istnienia, w okresie prześladowania pierwszych chrześcijan za czasów Nerona. Zamierzeniem pisarza było także pokazanie siły tego świata, która to siła, jego zdaniem, odegrała decydującą rolę w historii Rzymu i ludzkości, oraz zwycięstwo chrześcijańskiego ducha nad potęgą pogańskiego Rzymu. Co bardzo istotne, Sienkiewicz poszukiwał niejako przy okazji analogii między prześladowaniem chrześcijan przez Nerona, a prześladowaniem Polaków pod zaborami. Powieść, drukowana początkowo w odcinkach w dwóch czasopismach (“Gazeta Polska”, “Dziennik Poznański”), szybko rozeszła się po całym świecie, tłumaczona na wiele języków. Wszędzie zdobywała ogromne powodzenie i przyniosła pisarzowi sławę nie tylko w kraju, ale na obu półkulach - w 1905 roku Sienkiewicz otrzymał za nią nagrodę Nobla. “Quo Vadis” stała się jedną z pierwszych powieści polskich, które weszły w skład arcydzieł literatury światowej. Doczekała się niezliczonych przeróbek teatralnych, operowych, baletowych i filmowych oraz stała się inspiracją malarską. Tło historyczne powieści W powieści ukazane są czasy starożytnego Rzymu za panowania Nerona z okresu prześladowania pierwszych chrześcijan. Neron (Nero Claudius Caesar, 37-68) był cesarzem rzymskim w latach 54-68, objął władzę mając zaledwie 17 lat. Akcja powieści toczy się w latach 63-66, zaś epilog (śmierć Nerona) przypada na rok 68. Sam Sienkiewicz nazywa utwór powieścią historyczną, a okres panowania Nerona traktuje jako epokę upadku cywilizacji rzymskiej. Postacie historyczne występujące w powieści to: Neron, Seneka, Tigellin, Petroniusz, Poppea oraz apostołowie Piotr i Paweł. Głównymi wydarzeniami historycznymi są: pożar Rzymu i męczeństwo chrześcijan. Kompozycja utworu Powieść “Quo Vadis” stanowi w dużym stopniu analogię do “Trylogii”. Ma to związek z występowaniem dwóch wątków - historycznego i romansowego, połączonych i przeplatających się ze sobą. Mamy tu do czynienia z tradycyjnym wątkiem romansowym z przeszkodami ( z powodu usposobienia bohatera, jego gwałtowności - jak u Kmicica), nagłymi, niespodziewanymi niebezpieczeństwami, cudownymi ocaleniami, szczęśliwym zakończeniem, a także przemianą wewnętrzną bohatera (podobnie jak u Kmicica). Główne wydarzenia w utworze • przybycie Winicjusza z Armenii do Rzymu, • Ligia na dworze cezara, • uprowadzenie Ligii przez Ursusa i chrześcijan, • poszukiwanie Ligii, spotkanie Chilona z Glaukiem, • zgromadzenie chrześcijan, śmierć Krotona, • wewnętrzna przemiana Winicjusza, • “pływająca uczta” Nerona, • pożar Rzymu, oskarżenie chrześcijan, uwięzienie Ligii, • straszne sceny cyrkowe i “pochodnie” Nerona, śmierć Chilona, • walka Ursusa z turem, ocalenie Ligii, • śmierć Petroniusza, • śmierć Nerona (epilog). Obraz dwóch światów w powieści - upadającego pogańskiego Rzymu i rodzącego się chrześcijaństwa Starożytny świat pogański to potęga rządząca i wszechmocna, zadziwiająca ludzkość wspaniałością swojej kultury, bogactwem form życia i myśli filozoficznej. Stworzył on trwałe pomniki architektury, literatury, filozofii i prawa. Z jednej strony był to świat przepychu i bogactwa, poczucia piękna, radości i różnorodności życia, a z drugiej świat niewolnictwa, wyzysku, wojen, rzezi i okrutnych, despotycznych rządów. Jego reprezentanci w powieści to: Neron, Petroniusz, Chilon, Tigellin, Poppea oraz Winicjusz (do czasu). Ten schyłkowy, zbliżający się do zagłady, odchodzący w przeszłość świat przepojony był zmysłowością, cynizmem, rozwiązłością, rozpustą, okrucieństwem, nikczemnością, a także sceptycyzmem, materialistycznym widzeniem świata i chęcią użycia przy braku jakichkolwiek ideałów i skrupułów. Przyczyn jego klęski Sienkiewicz nie ukazuje w pełni. Poprzestaje na odtworzeniu życia obyczajowego, a źródeł upadku doszukuje się wyłącznie w sferze moralności najwyższych warstw społecznych. Świat chrześcijański natomiast reprezentują w utworze: Ursus, Pomponia Grecyna, Ligia, Glaukus, apostołowie Piotr i Paweł oraz rzesze chrześcijan. Chrześcijaństwo - religia głosząca miłość, braterstwo i równość wszystkich ludzi jako dzieci jednego Boga, przeznaczonych do wiecznego życia - pojawia się w I w w wyniku działalności Jezusa Chrystusa i apostołów. Sienkiewicz podkreśla potęgę wiary chrześcijańskiej (“Ta nauka ogarnia świat i ona jedna może go odrodzić”). Chrześcijaństwo obejmowało coraz szersze kręgi. Za czasów Nerona są tysiące chrześcijan w Rzymie, w Grecji, w Azji Mniejszej. “Ci ludzie nie tylko czuli swego Boga, ale go z całej duszy kochali, tego zaś Winicjusz nie widział dotąd w żadnej ziemi, w żadnych obrzędach, w żadnej świątyni”. Chcąc uniknąć prześladowań chrześcijanie modlili się w ukryciu, zbierając się w opustoszałych miejscach za miastem. Najważniejsze postacie utworu 1. NERON • postać negatywna, młody, żył 31 lat (37-68), ukazany pod koniec swego życia, pyszny, próżny, żądny sławy, odrażający, wulgarny, śmieszny, zniewieściały, tchórzliwy, okrutny, zdemoralizowany, rozpustnik, wróg chrześcijan, tyran, zdrajca, zbrodniarz, potwór, komediant, arcybłazen, dekadent, krótkowidz, otyły (dużo jadł i pił), przedstawiciel rozkładu moralnego; skupiły się w nim wszystkie ujemne strony rozpadającego się Rzymu, prowadzi hulaszczy tryb życia, codziennie urządza huczne uczty; • jego dwór jest źródłem zła, które promieniuje na otoczenie; • piastuje urząd cezara, najwyższą godność w imperium, otoczony gromadą zauszników (Tigellin) i tłumem pochlebców, którzy nazywają go nawet zbawicielem świata; • mówi: “Ja nie mam innego Boga niż siebie”; • uważa, że każdy, kto nie wielbi cezara, jest wrogiem Rzymu; • w pierwszym okresie swoich rządów pod wpływem filozofa Seneki i Burrusa (prefekta pretorianów, tj. przybocznej straży cesarza) rządzi rozsądnie i jest cenionym; później pod wpływem Tigellina staje się krwawym despotą i morduje tych, w których widzi przeszkodę dla siebie; każe zabić matkę, żonę, brata i syna cesarza Klaudiusza; • zaniedbuje obowiązki państwowe; czuje się wszechstronnym poetą, aktorem, muzykiem, śpiewakiem, tancerzem i w tej roli występuje na widowiskach publicznych w Ancjum i w Grecji oraz w teatrach rzymskich, przekonany o wielkości swojego talentu - czuje się bardziej artystą niż władcą i nudzi się w Rzymie; • marzy o zagładzie Rzymu, by móc zbudować nowe miasto, które ma nosić nazwę Neronia; • jest bezwzględnym, nieodpowiedzialnym, słabym władcą, nie dostrzegającym istotnych potrzeb państwa, zapatrzonym wyłącznie w siebie i realizującym własne kaprysy, narzeka, że nigdy nie widział płonącego miasta; zazdrości Priamowi, który mógł oglądać pożar Troi i uważa, że pożar Rzymu byłby doskonałą inspiracją do stworzenia poematu większego od “Iliady” Homera; • jego pragnienia zostają zaspokojone przez służącego Tygellina; • w czasie pożaru Rzymu specjalnie powraca do niego nocą, by się zachwycać jego widokiem i spogląda na nie z wodociągu Appijskiego w odpowiednio wystudiowanej pozie, ubrany w purpurowy płaszcz i wieniec ze złotych laurów, z lutnią w ręku; upaja się patosem własnych słów, nie troszcząc się wcale o los nieszczęśliwych ludzi; nie wydaje żadnych rozkazów odnośnie ratowania palącego się miasta, “radował się w sercu, że wreszcie ujrzał tragedię, podobną do tej, którą opisuje”; • chcąc zrzucić z siebie odpowiedzialność za zbrodnię podpalenia Rzymu, szuka rzekomych podpalaczy i nakazuje aresztować chrześcijan pod zarzutem podpalenia miasta; • urządza igrzyska, na których chrześcijanie są rzucani na pożarcie dzikim zwierzętom, krzyżowani i żywcem paleni; • skazuje chrześcijankę Ligię na śmierć, nie licząc się z prawem, które chroniło zakładniczkę; • z powodu tchórzostwa nie ośmiela się w amfiteatrze sprzeciwić się woli tłumów, które domagają się groźnie ułaskawienia Ligii i Ursusa; po długim wahaniu daje znak łaski; • w ostatnim okresie panowania wydaje bardzo liczne wyroki śmierci; zbuntowani pretorianie ogłaszają cezarem Galbę; senat wydaje na Nerona wyrok śmierci; • chcąc ujść pomsty i pohańbienia, kończy samobójstwem, mając 31 lat; gdy przyłożył sobie sztylet do szyi, brak mu było odwagi, by zagłębić ostrze i wówczas Epafrodyt popchnął mu rękę i nóż wszedł aż po głownię. 2. PETRONIUSZ • postać sympatyczna, najciekawsza w powieści, doskonała kreacja psychologiczna, wysuwa się na pierwszy plan w utworze; • bogaty patrycjusz, egoista, wygodny, opanowany, wyniosły, inteligentny, wyrozumiały, łagodny, sceptyczny, tolerancyjny, niczemu i nikomu się nie dziwi, lubiany przez plebs rzymski, którym pogardza jako patrycjusz i artysta; • wykształcony, znawca literatury i sztuki, pisarz, pisze wierszem i prozą, autor epigramatów i utworu “Satyricon”; • bardzo kocha życie, umie rozkoszować się nim i urządza je sobie, jak potrafi najwygodniej; mówi do siebie: “Zawsze próbowałem tak żyć, by cieszyć się każdym dniem”; • nie może i nie chce zrozumieć chrześcijan, bo każą mu się wyrzec używania życia, uczt i rozkoszy, ale mówi o nich z szacunkiem i podziwem; • przebywa na dworze Nerona jako jeden z najbliższych jego ludzi w roli “arbitra elegancji” (doradcy w sprawach artystycznych), traktując cezara z góry; bardzo nisko ocenia jego talent, twórczość i smak artystyczny i brzydzi się jego okrucieństwami, nie jest donosicielem; • bierze udział w orgiach cesarskiego dworu, zbyt leniwy, aby im się przeciwstawić; • mimo że zdaje sobie sprawę z otaczającego zła i podłości, nie walczy z tym stanem rzeczy za cenę wygodnego, opromienionego blaskiem piękna życia; jest biernym świadkiem tego, co się dokoła niego dzieje, aprobuje świat, do którego należy, starając się go wysubtelnić; • widzi zbliżający się upadek Rzymu, zanik rzymskich cnót i cywilizacji; zdaje sobie sprawę z tego, że patrzy na schyłek swojego świata i na wschód nowej ery; jest łącznikiem obu światów. 3. CHILON • postać drugoplanowa, ale istotna z punktu widzenia intrygi w powieści, świetnie nakreślona w utworze; jest łącznikiem między postaciami świata rzymskiego i chrześcijańskiego; • lekarz, mędrzec, wróżbita, włóczęga, kłamca, oszust, szpieg, donosicicl, zdrajca, pochlebca, łotr, tchórz; sprytny, przebiegły, mściwy, zazdrosny, nikczemny, śmieszny z wyglądu, nie zna uczucia wdzięczności; ideał podłości; • wciąż poszukuje nowin mających się dobrze opłacać, lubi dowiadywać się cudzych tajemnic, by je w danej chwili obrócić na własny pożytek; • sceptyk, który w nic nie wierzy; jednakową wartość ma dla niego zło i dobro; • filozofujący błazen z ciemną przeszłością rzezimieszka; przed przybyciem do Rzymu zaprzedał Glauka rozbójnikom, pozbawiając go rodziny i mienia, a spotkawszy go później w Rzymie w czasie prowadzonej na prośbę Winicjusza pogoni za Ligią, powtórnie nastaje na jego życie; • zostaje pozornie chrześcijaninem, aby wejść między wiernych, odnaleźć Ligię i zdobyć od Winicjusza jak najwięcej pieniędzy, oskarża chrześcijan, zdradza informacje o nich, przyczynia się do okrutnych ich prześladowań; staje się zausznikiem Tigellina, dygnitarzem, bogaczem i towarzyszy cezarowi na igrzyskach; • wydaje Glauka w ręce Tigellina, chociaż ten po chrześcijańsku przebaczył mu jego złe czyny; • nie może znieść widoku rozlewu krwi na arenie cyrkowej, poci się, sinieje, szczęka zębami, drży cały i mdleje, ale Nero zmusza go do oglądania owoców swego oskarżenia; • pod ciężarem krwawych widowisk, męczeństwa Glauka, a szczególnie przebaczenia mu win w imię Chrystusa dokonuje się w jego duszy przemiana; nawraca się, odnajduje w sobie odwagę i daje świadectwo prawdzie, wyznając publicznie, iż Nero jest podpalaczem Rzymu, a chrześcijanie są niewinni; przyjmuje chrzest i ginie śmiercią męczeńską, w ten sam sposób jak wydawani wcześniej przez niego chrześcijanie; • jego nawrócenie, mimo iż był oporny, jest świadectwem wielkiego triumfu idei chrześcijańskiej, a obraz męczonego starca, którego niedźwiedź oszczędza i nie chce rozszarpać, jest wprost przerażający. 4. TIGELLIN • intrygant, zausznik cezara, najpodlejszy z doradców, służalczy; gbur, nieuk, postać negatywna; • walczy bez skrupułów z Petroniuszem o względy cezara; • za zgodą Nerona zajmuje się zorganizowaniem podpalenia Rzymu; pożar trwał 6 dni i 6 nocy. 5. GLAUKUS • wprowadza w czyn przykazanie miłości, darując dwukrotnie winy i krzywdy swemu katowi - Chilonowi; • drugie przebaczenie, którego udziela, gorejąc jako żywa pochodnia Nerona, dokonuje cudu nawrócenia zatwardziałego Chilona na wiarę chrześcijańską; • do jego zgonu można zastosować sentencję, że “krew męczenników jest nasieniem nowych wyznawców wiary”. 6. APOSTOŁ PIOTR • dobry, wyrozumiały, skromny, wielki; uosobienie idei chrystianizmu, duchowy przywódca chrześcijan; • organizuje Kościół, zjednując mu coraz więcej wiernych; • przynosi radość, spokój, zachętę do znoszenia cierpień, uczy przebaczania; • cieszy się ogromną popularnością i szacunkiem wśród chrześcijan, cierpi wraz z nimi niewygody życia, wędrowiec; • czuje się odpowiedzialny za chrześcijan w Rzymie; rozumie, dlaczego Chrystus zawraca go z drogi do miasta zbrodni, rozpusty i pychy; • w czasie prześladowań chrześcijanie ukrywają go, widząc w nim następcę Chrystusa; • umiera jako męczennik w tym samym dniu co apostoł Paweł. Wątek romansowy w utworze - miłość Winicjusza i Ligii Dzieje miłości Winicjusza i Ligii są głównym wątkiem akcji powieści. Młodzieniec zakochuje się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia, chce ją zdobyć, lecz ona ucieka. Ten jednak nie rezygnuje - szuka jej po całym Rzymie, a gdy się wreszcie odnajdują i przysięgają sobie miłość, wybucha pożar miasta. Winicjusz znów szuka dziewczyny, chcąc ją ocalić. Ligia tymczasem zostaje uwięziona, później choruje, a następnie w jej obronie walczy zwycięsko Ursus z turem na arenie cyrkowej. Cały amfiteatr żąda prawa łaski dla zwycięzcy i ocalonej. Wreszcie zakochani mogą się połączyć i żyć szczęśliwie. Wątek rozwija się, jak w tradycyjnym romansie, przez pokonywanie piętrzących się przeszkód, które stają na drodze połączenia się zakochanych - nagłych, niespodziewanych niebezpieczeństw i cudownych ocaleń - na pozór nie ma tu trójkąta bohaterów, Ligia ma jednego pretendenta do swej ręki, natomiast funkcję rywala nieodzownego w dziejach miłości “z przeszkodami” pełni żona Nerona, Poppea, usiłująca zemścić się na pięknym Winicjuszu za to, że zlekceważył względy, jakie mu okazywała w czasie nocnej orgii w ogrodach cesarskich. Strach przed zemstą obrażonej cesarzowej skłania Ligię do szukania schronienia wśród chrześcijan i z chwilą rozpoczęcia ich prześladowań zostaje wraz z nimi uwięziona. O perypetiach wątku miłosnego decyduje jego powiązanie z wątkiem historycznym. Winicjusz to młody patrycjusz rzymski, postać fikcyjna w utworze, “potomek” znanego konsularnego rodu patrycjuszy rzymskich, trybun wojskowy, poganin. Dzielny, dumny, niecierpliwy, nieposkromiony Rzymianin, uosobienie męstwa, siły, zdecydowania, odwagi wojennej, o dobrym sercu i prawej, ale nieokiełznanej naturze. Gwałtowny, niemal dziki, nie umie hamować gniewu, gotów porwać się na samego Nerona, w uniesieniu bez litości dla niewolników. Obcując z chrześcijanami, zaczyna powoli rozumieć ich naukę, poznaje jej prawdy, przyjmuje chrzest, jest świadkiem, jak Glaukus przebacza Chilonowi. Wątpliwości rodzące się w jego duszy rozpraszają słowa apostoła Piotra. Odmieniony, wyzwala swoich niewolników. Jest typowym przykładem wpływu, jaki chrześcijaństwo wywiera na pogan. Postać dynamiczna, przechodzi głęboką wewnętrzną przemianę: z typowego, aroganckiego, okrutnego Rzymianina staje się chrześcijaninem, pokornym wyznawcą wiary, a w tym przeobrażeniu pomaga mu miłość do chrześcijanki Ligii. Ligia to chrześcijanka, Słowianka, córka wodza Lygów - plemienia zamieszkującego kraj, z którego pochodzi autor powieści - nazywana w ojczyźnie swojej Kaliną (imieniem kojarzącym się z grec. “kalos” - piękny). Wywieziona do Rzymu jako zakładniczka wraz z wiernym sługą Ursusem, znajduje przybranych rodziców - rzymskiego wodza Plaucjusza Aulusa i jego żony Pomponii Grecyny. U nich właśnie styka się z chrześcijaństwem i poznaje Winicjusza. Jej urodę podziwia sam Petroniusz, który jako znawca, uważa, że “jest w niej coś niezwykłego”. Ligia to gorąca wyznawczyni nowej wiary, odgrywa decydującą rolę w przemianie wewnętrznej Winicjusza. To o nią właśnie rozgrywa się akcja powieści, lecz ona sama jest zawsze bierna. Wartości poznawcze i ideowo-wychowawcze utworu 1. zobrazowanie życia na dworze cezara (uczty, uroczystości, igrzyska cyrkowe, podróże) oraz życia starożytnego Rzymu, jego kultury za czasów Nerona; 2. portret Nerona jako człowieka, władcy i artysty uosobieniem zła; ponosi klęskę moralną; 3. odzwierciedlenie odwiecznej walki dobra ze złem i podkreślenie prawdy, że zawsze zwycięża dobro; 4. ukazanie nieprzemijających wartości ogólnoludzkich reprezentowanych przez chrześcijan, które przyczyniają się do ich zwycięstwa nad degenerującym się światem pogańskim - miłość do drugiego człowieka, dobroć, wyrozumiałość, przyjaźń, prawość, sprawiedliwość, umiejętność przebaczania. Strategia ochrony dzieci przed przestępczością seksualną (wideo) Instytut Wymiaru Sprawiedliwości zorganizował konferencję naukową poświęconą założeniom i wdrażaniu krajowemu planowi przeciwdziałania przestępstwom pedofilskim. Wzięli w niej udział eksperci z różnych dziedzin oraz przedstawiciele organizacji międzynarodowych. Poziomo 1] włoski malarz wczesnego baroku, namalował „Wskrzeszenie Łazarza”, 12] masa żywiczna do pokrywania malowideł, 13] koncertowa scena, 14] błyskowa lub kineskopowa, 15] pobożny celnik z Cezarei (Dz10,1), 19] oszczerstwo na piśmie, 22] opiekunka, protektorka, 24] królestwo w północnej Afryce, 25] egzystencja, istnienie, 26] odmiana śliwy, 28] długi piaszczysty wał oddzielający zatokę od morza, 31] kryzys w negocjacjach, 35] miasto, w którym urodził się Karol Wojtyła, 37] znawca języka, którego używał Tacyt, 39] państwo z Kremlem, 40] duży, niezgraby pojazd, 41] pełzak wywołujący czerwonkę, 42] dom dla studentów, 44] domostwo, rezydencja, 45] niewielki okręt eskortowy, 49] parząca roślina, 51] szkolny lub terytorialny, 53] rodzaj samosądu, 54] część Drogi krzyżowej, 55] jedna ze stolic starożytnej Asyrii, 56] czynny wypoczynek na świeżym powietrzu. Pionowo 2] podpisuje książki na kiermaszu, 3] uczta religijna pierwszych chrześcijan, 4] przypuszczane na pozycje wroga, 5] narośl na liściu dębu, 6] powietrze w jamie opłucnej, 7] ostra kłótnia, 8] polska moneta o najmniejszym nominale, 9] stolica nad Dnieprem, 10] gromada, społeczność, 11] eksport towaru uprzednio importowanego, 16] penetruje dno morza, 17] przypuszczanie, sądzenie, 18] lampka nagrobna, 19] ciężki- to górnictwo, hutnictwo, 20] prorok biblijny, 21] pniak po ścięciu drzewa, 23] metal z grupy wanadowców, 27] dotyka biedaka (Dz4,34), 29] ozdobna księga liturgiczna zawierająca teksty Ewangelii, 30] naoczny obserwator zajścia, 32] ….Anielskie, modlitwa chrześcijańska za wstawiennictwem Maryi, 33] Antoni, włoski kompozytor „Cztery pory roku”, 34] okres ośmiu dni, 35] pałac królów Francji, 36] urzędnik graniczny, 38] defekt maszyny, 43] nanizany na sznurek, 44] Stanisław…, ksiądz, pisarz polityczny okresu oświecenia, 46] z kości i warzyw na zupę, 47] mniejsza od powiatu, 48] poprodukcyjna resztka, 49] okres wstrzemięźliwości, 50] obrotowy lub posuwisty, 52] pora brzasku Mk11,20). Rozwiązanie krzyżówki nr 18/2020 i nazwiska laureatów będą opublikowane 24 maja 2020 r. Nagrodzimy dziesięć osób, które do 14 maja 2020 r. nadeślą prawidłowe hasło krzyżówki z najciekawszym dokończeniem. Prawidłowe hasło krzyżówki z dokończeniem wyślij SMS-em poprzedzonym słowem GOSC na numer 7168. Koszt wysłania jednej wiadomości wynosi 1,23 zł brutto. SMS nie może przekroczyć 160 znaków. ZOBACZ NAGRODĘ TYGODNIA Regulamin

Wybrane najstarsze opisy Eucharystii. Spośród najstarszych tekstów, mówiących, w jaki sposób chrześcijanie pierwszych wieków przeżywali niedzielę i Eucharystię, szczególne miejsce zajmuje książeczka zatytułowana Didaché (nauka), która najprawdopodobniej powstała w Syrii, w I wieku po narodzeniu Chrystusa. Jedną z pierwszych

W głębi Bazyliki Najświętszego Serca w Rzymie, wzniesionej staraniem św. księdza Jana Bosko, można podziwiać obraz [1], przedstawiający jego sen o dwu kolumnach. Oto 30 maja 1862 r. ksiądz Bosko ujrzał we śnie wielką bitwę morską, w której ogromna ilość małych i dużych statków wystąpiła przeciwko jednemu, wspaniałemu okrętowi – symbolowi Kościoła. Papież był jego sternikiem. Okręt ten, chociaż zaciekle atakowany przez wrogie statki, wyszedł z bitwy zwycięsko. Jak to było możliwe? Papież stojący przy sterze ujrzał w pewnym momencie dwie kolumny, które wynurzały się z morskiej toni. Na szczycie jednej z nich, potężniejszej i wyższej, znajdowała się wspaniała, jaśniejąca blaskiem Najświętsza Hostia, a kolumna ta była zaopatrzona w napis: „Salus credentium” („Zbawienie wierzących”). Na szczycie drugiej, niższej kolumny, widoczna była postać Niepokalanej Dziewicy Maryi; kolumna ta miała napis: „Auxilium Christianorum” („Wspomożycielka Chrześcijan”). Papież niezwłocznie skierował swój okręt w sam środek pomiędzy kolumny, a gdy już do nich dopłynął, to zaraz też do nich obu przycumował. Na ten widok wrogie okręty rozpierzchły się, a na morzu zapanowała głęboka cisza. Ks. Bosko skomentował sen tak: „Są tylko dwa sposoby, by uratować się w tak wielkim dramacie: nabożeństwo do Najświętszej Maryi Wspomożycielki Wiernych i częsta Komunia Święta. Należy dołożyć wszelkich starań, by te dwie praktyki były realizowane wszędzie i w życiu wszystkich”. Dziś, gdy po raz kolejny pragniemy przygotować się do jak najlepszego uczestnictwa we Mszy Świętej, mamy świadomość, jak bardzo nasza Wspólnota Nieustającego Różańca zakotwiczona być musi w głębokiej więzi z Niepokalaną Dziewicą Maryją, z Jej planem walki z potęgami zła w świecie. Pragniemy, realizując plan Wielkiej Nowenny, spełniać Jej życzenia, które w Fatimie wypowiedziała do nas wszystkich. Jednocześnie pragniemy, aby nasza więź z Chrystusem przychodzącym do nas w Najświętszej Hostii potężniała i wzrastała tak, abyśmy nie tylko pragnęli spełniać plan Boga i Niepokalanej, ale dysponowali mocą Bożą, konieczną do jego realizacji. Wejdźmy zatem z sercem otwartym w czas zamyślenia nad wielką eucharystyczną tajemnicą Wcielonego Boga, nad tajemnicą Jego prawdziwej Bosko-ludzkiej obecności, nad tajemnicą naszego sakramentalnego udziału w Jego zwycięskim przejściu poprzez Otchłań Śmierci do nowego, wiecznego życia w Zmartwychwstaniu. Wejdźmy pełni wdzięczności Bogu za to, iż dane nam będzie już za kilkadziesiąt minut dzięki kapłańskiej posłudze czcigodnego księdza ……………….. prawdziwie znaleźć się w Wieczerniku Ostatniej Wieczerzy, prawdziwie uczestniczyć we Mszy Świętej, sprawowanej przez Niego w noc przed Męką w obecności Apostołów… i nie tylko Apostołów, ale i wszystkich wierzących wszystkich czasów, którzy kiedykolwiek brali, biorą lub wezmą udział w tej świętej celebrze, a zatem przede wszystkim w obecności Najświętszej Maryi Panny, Niepokalanej Matki Jezusa, która – tak jak my dzisiaj – wielokrotnie uczestniczyła w Eucharystii, sprawowanej przez kapłanów wybranych przez Jej Syna. Msza Święta jest nazywana „Najświętszą Ofiarą”, dlatego uczestnictwo w niej pojmujemy jako stanięcie na Golgocie u stóp Ukrzyżowanego, aby Jego krew obmyła nasze dusze ze skutków grzechów. To rozumienie Mszy Świętej ma wielką wartość, pozwala bowiem z przejęciem uczestniczyć w Śmierci Jezusa, stwarza odpowiedni klimat do tego, abyśmy z miłością swej obecności odpowiedzieli na miłość Jezusowej Ofiary, Jego wydawania się za nas. Warto uświadomić sobie, że Msza Święta nie jest uobecnieniem jedynie Ofiary Jezusa. Ma ona cztery główne części, przy czym pierwsze dwie składają się na większą całość zwaną liturgią słowa, a dwie następne na większą całość zwaną liturgią eucharystyczną. W liturgii słowa część pierwszą stanowią czytania wraz z homilią, a częścią drugą – modlitwa wiernych. Te obie części liturgii słowa pozwalają nam przygotować się do wejścia w misterium Ofiary i Chwały, dokonujące się w ramach liturgii eucharystycznej, a więc najpierw – w chwili Przeistoczenia i Komunii Świętej – do stanięcia przy Jezusie umierającym na Golgocie, a następnie – po Komunii Świętej – do uwielbiania Jezusa i Ducha Świętego, udzielanego nam przez Zmartwychwstałego. Wraz z rozpoczęciem Eucharystii mamy podejmować wysiłek odrywania myśli od codziennych trosk doczesności, a zwracania serca ku wiecznemu przeznaczeniu. W tym czasie otrzymujemy łaskę zanurzenia się w krystaliczną wodę źródła Bożego słowa, w Jego pełne mocy wezwanie: Nie lękaj się, Ja ciebie umiłowałem, Ja chcę twego dobra, zaufaj mi bezgranicznie, oprzyj się na prawdzie moich słów! Ja jestem twoim królem i obrońcą! Tak, czas liturgii słowa ma jeden podstawowy cel: odnowić we mnie moc ducha, moc wiary w prawdziwość słów, jakie Bóg do mnie kieruje i skieruje. W czasie liturgii słowa otrzymuję łaskę mocy, abym wyznawał całym sobą: Wierzę, że Ty, Jezu Chryste, jesteś głównym celebransem tej Eucharystii, wierzę i z przejęciem wyznaję, że Ty, Jezu Chryste, już niedługo, po zakończeniu liturgii słowa, staniesz w czasie Przeistoczenia w realiach ludzkiego ciała i krwi pośród nas, staniesz jak każdy z nas tu stoi w realiach swego ciała i krwi – jako człowiek w tym konkretnym miejscu i czasie, tutaj, w tym kościele. Wierzę, że przyjmując Komunię Świętą naprawdę będę bardzo blisko Ciebie, najbliżej jak to tylko możliwe, będę z Tobą, wydającym się za mnie na śmierć, wydającym się za moje i nas wszystkich zbawienie. Msza Święta jako Ofiara jest spotkaniem z Jezusem, który obmywa mnie ze skutków grzechów i uzdalnia do służby braciom, do dawania świadectwa o Jego miłości. Kościół zachęca nas, abyśmy w czasie Przeistoczenia ofiarowali Bogu wraz z kapłanem Ofiarę Syna Bożego oraz te ofiary, które my sami osobiście składamy w trudach każdego dnia. Jesteśmy przekonani, że Bóg ceni nasz trud, nasze codzienne bóle złączone z bólem Jego Syna. Ofiara, jaką wraz z kapłanem składamy na ołtarzu, wyjedna nam Boże błogosławieństwo na kolejne godziny i dni naszej drogi ku wieczności. Liturgia słowa i liturgia Ofiary stanowią całość jako szczególne wołanie o Boże łaski i wydaje się nam, że wraz z przyjęciem Ciała i Krwi Jezusa – tak cieleśnie dotykalnego Daru Boga – cel Mszy Świętej zostaje osiągnięty. Krótkie dziękczynienie, zawarte w Mszale i wraz z kapłanem odmówione po Komunii Świętej stanowi zamknięcie naszego wołania o Boże łaski. Teraz, skoro już otrzymaliśmy to, o co prosiliśmy, to – wydaje się nam – mamy już od razu iść z mocą Boga w świat, aby wydać plon, aby z mocą przekazać ludziom świata zaproszenie na kolejną taką celebrację. Idziemy zatem, aby ludzi polegających na własnych siłach przekonać, że Bóg chce ich wspomagać, że w czasie Mszy Świętej chce ich obdarzać mocą. A jednak świat nie chce przyjmować naszego zaproszenia. Świat nie rozumie bowiem potrzeby odwoływania się do Bożej pomocy, świat przecież doskonali na własną rękę sposoby rozwiązywania problemów i wciąż ulega złudzeniu, że Bóg nie jest i nigdy nie będzie mu do tego potrzebny. Świat zwalcza nas nawet, bo wydajemy się mu zbyt głupi i słabi, skoro na Boga zrzucamy odpowiedzialność za ludzkie losy. Wiemy, że świat zarówno nie chce niczego Bogu zawdzięczać, jak też nie pozwala, aby Bóg mu cokolwiek narzucał, aby czegokolwiek mu zabraniał. Świat jest przekonany, że wolno mu zabijać, kraść, kłamać, bo w jego mniemaniu dobre jest wszystko to, co służy realizacji jego planów. W zetknięciu z zadufaniem świata, z jego wiarą w swe własne moce, przegrywa nasze głoszenie Mszy Świętej jako czasu, w którym Bóg udziela mocy jej uczestnikom. A i my sami, gdy stajemy się zdrowi i skuteczni w działaniu, poddawani jesteśmy pokusie płytkiego pojmowania i przeżywania Mszy Świętej. Skoro bowiem codzienny udział w niej zapewnia nam powodzenie w życiu, to jesteśmy skłonni przychodzić po rzekomo należne nam dary, a jednocześnie nie zauważymy, że w czasie Mszy Świętej coraz bardziej kochamy siebie i swój mały świat, a coraz mniej dostrzegamy obecnego w niej Boga, obecnego w Ciele i Krwi! Zamiast dialogu miłości, dialogu wzajemnych obdarowań w relacji do Jezusa, Wcielonego Boga, będziemy jedynie odbiorcami należnej nam rzekomo pomocy i to w sytuacji, gdy my dla Niego nie będziemy mieli czasu na Mszy Świętej. Ofiara Chrystusa jest za nas i dla nas, a my dla Chrystusa niesiemy w darze nasze grzechy i nasze wołanie o przebaczenie. Czy to jest jednak najwyższy stopień miłości, jakiej Jezus pragnie od nas… i jakiej pragnie dla nas, dla naszej doskonałości jako osób do Niego podobnych? Sytuację poprawia nieco fakt, że wiele osób ofiaruje Chrystusowi codzienne zmagania z grzechem świata, trud dawania świadectwa katolickiej prawdzie i znoszenia prześladowań. Warto jednak wiedzieć, że i to jeszcze nie wszystko, czego Chrystus może się od nas spodziewać. Udział w Komunii Świętej daje nam bowiem takie wspaniałe możliwości miłowania Jezusa, jakich nie daje nam żaden inny sposób wchodzenia z Nim w relacje. Czy my jednakże mamy świadomość tych naprawdę nadprzyrodzonych możliwości? Chyba nie, skoro po przyjęciu Komunii Świętej niezwłocznie opuszczamy świątynie, aby iść do świata i jego spraw, może nawet pożytecznych, może nawet takich, które Jezus ocenia jako usługiwanie Jemu samemu. Jednak warto się zastanowić, czy to jest dobre, że prawie natychmiast po przyjściu Jezusa w Ciele i Krwi do nas nasza świadomość jest już absorbowana przez służbę. Jezusa przyjęliśmy do mieszkania swego serca i prawie natychmiast mówimy Mu: „Rozgość się u mnie, ale nie gniewaj, że ja już muszę wyjść! A jak sobie posiedzisz tu u mnie do woli, to wyjdź po prostu i zatrzaśnij drzwi. I do zobaczenia następnym razem!” Po Komunii Świętej rychło pozostawiamy Jezusa samego w mieszkaniu swego serca i wychodzimy od Niego do spraw świata… Wychodzimy tak, jakby On nie miał serca, które spragnione jest naszej miłującej obecności… Wybiegamy pospiesznie, jakbyśmy nie wierzyli, że On naprawdę nas kocha i naprawdę pragnie naszej miłości… Przecież wciąż ponawia swoje przychodzenie do nas i to pomimo tego, że my nie pojmujemy, jakimi możliwościami miłowania Go zostaliśmy obdarowani. A my wciąż nie dowierzamy, że On naprawdę przychodzi do nas tak, jak każdy człowiek przychodzi do swego przyjaciela w gościnę albo z prośbą o pomoc…, przychodzi w cielesnej, fizycznej, realnej postaci. On, Bóg Wcielony!!! Zwykliśmy myśleć, że miłujemy Jezusa, skoro z zaufaniem zwracamy się do Niego o pomoc i skoro ofiarujemy Mu nasz czas czy ból. Czy to jednakże wystarcza? Czy sprawdzianem miłości jest tylko umiejętność wyrażenia prośby o dar, czy nawet złożenie ofiary dla kochanej osoby…? Sprawdzianem miłości jest nade wszystko autentyczna wewnętrzna radość z przebywania z osobą kochaną i – gdy jej dobro tego wymaga – wewnętrzna radość z poświęcania siebie dla niej, dla obrony jej nienaruszalności, jej wartości. Radość z przebywania z ukochaną osobą na dobre i złe – oto znak miłości, znak prawdziwej więzi. Taka więź jest miłością, gdy osoby chcą być ze sobą i dla siebie, gdy pragną obdarzać się serdecznością w chwilach pokoju, a realną pomocą w czasie zmagań. Jezus wciąż i wciąż jest naszym obrońcą, ale czy my jesteśmy obrońcami Jezusa, czy my mamy siły, aby Jezusa skutecznie bronić i obronić? Niestety, obecna sytuacja naszej Ojczyzny ujawnia, że nie jesteśmy skutecznymi obrońcami Jezusa i Jego praw: zabijanie dzieci w stanie embrionalnym i w łonach matek, wszechpanująca w mediach antykościelna propaganda, zalew związków niesakramentalnych i rozwiązłości, spychanie ludzi uczciwych na margines – oto wskaźniki naszej niemocy. Porównując je z rozwojem prawdziwie katolickiej kultury społecznej w innych wiekach widzimy, że naprawdę pomimo wielu osobistych zwycięstw nie jesteśmy pełnymi mocy Bożej obrońcami Jezusa. Świat nie został przez nas zdobyty dla Niego. Dlaczego? Odpowiedź, którą za chwilę usłyszymy, będzie wymagała od każdego z nas wysiłku, otwarcia umysłu i serca. Prośmy zatem Ducha Świętego, aby wspomógł nas w tym zadaniu. Pieśń: Przyjdź, Duchu Święty… Podstawowe zagadnienie związane jest z naszą umiejętnością miłowania Jezusa podczas eucharystycznego zjednoczenia z Nim. Aby miłować Jezusa nie tylko w czasie Eucharystii, ale i po jej zakończeniu, trzeba wiedzieć, że Msza Święta jest nie tylko Ofiarą złożoną za nasze grzechy przez Chrystusa na Golgocie, ale jednocześnie jest Ofiarą, jaką On w Wieczerniku składa Ojcu za swoje zwycięstwo przed wyjściem na walkę z księciem tego świata, z diabłem. Jezus zbawia nas w oparciu o swoje ludzkie możliwości, dlatego przed wyjściem na walkę z księciem tego świata przyzywa Boga na pomoc – składa w Wieczerniku ofiarę za zwycięstwo. Jeśli my zatem uczestnictwa w Ofierze Chrystusa nie ograniczymy do czasu Eucharystii, ale przedłużymy na czas bezpośrednio następujący po jej zamknięciu, to – mając w sobie prawdziwie Jezusa w Ciele i Krwi – prawdziwie weźmiemy udział w tej walce, jaką On z naszym współuczestnictwem zwycięsko przeprowadza wobec diabła i poddanego mu świata. Zanim podejmiemy problematykę walki duchowej po Mszy Świętej, rozważmy najpierw powszechnie obecnie panujące zwyczaje kościelne w świetle tekstów liturgicznych i biblijnych, które pozwolą nam lepiej zrozumieć znaczenie czasu modlitwy po zakończeniu celebracji. „Zapraszamy na Mszę Świętą, a po niej na spotkanie przy herbacie” – takie ogłoszenia często możemy usłyszeć i wydaje się nam to czymś naturalnym: ludzie spotykają się z Bogiem, a potem ze sobą. Aby prawdziwie ocenić te zwyczaje, należy zauważyć tu dwie kwestie. Po pierwsze: tak zwane „agapy”, na które często powołują się błędnie [2] ci, którzy Mszę Świętą wieńczą spotkaniem towarzyskim, nie miały miejsca po Eucharystii, lecz w jej trakcie: „agapą” była druga część Mszy Świętej. Eucharystia miała schemat prawie identyczny jak dziś, z jednym wyjątkiem w części drugiej. Schemat Eucharystii był następujący: najpierw były czytania z homilią, potem „agapa” czyli zwyczajny posiłek złączony z modlitwami, potem Przeistoczenie z Komunią Świętą, a potem uwielbienie po Komunii Świętej. Wskutek tego, że w czasie „agap” wielu bogatych pierwszych chrześcijan nadużywało jadła i wina, zostały one już przez Apostołów zniesione (por. 1Kor 11, ale ślad po nich pozostał: jest nim modlitwa powszechna, modlitwa miłości (po grecku „agape”) za Kościół i braci w potrzebie. Po drugie: zapewne nie zdajemy sobie sprawy, że gdy łączymy Mszę Świętą ze spotkaniem towarzyskim, to wówczas podporządkowujemy ją pewnej strukturze nadrzędnej, której twórcami jesteśmy my, ludzie. Pierwotnie jednak było inaczej: Msza Święta była wprawdzie elementem struktury nadrzędnej, ale struktury ściśle określonej przez samego Zbawiciela. Otóż On po odprawieniu Mszy Świętej rozpoczął realizować kolejny etap swego życia, kolejny etap historii zbawienia: wyruszył z Wieczernika, aby przejść drogę ku Golgocie i poprzez śmierć zejść do Otchłani, do krainy zmarłych. Ta droga Jezusa – to nie spacer pośród róż, ale najbardziej intensywny bój z potęgami zła, które Jezus zwycięża mocą posłuszeństwa wobec Ojca, posłuszeństwa pomimo krzyku trwogi, przepełniającego Jego ludzki wymiar osoby (por. Hbr 5,7). Trzeba zdawać sobie sprawę, że to nie było przypadkowe, iż Pan Jezus sprawował Mszę Świętą nie po Zmartwychwstaniu, ale bezpośrednio przed wyjściem na Mękę. Gdyby uczynił to po Zmartwychwstaniu, to wówczas Jego słowa „To czyńcie na Moją pamiątkę” byłyby zrozumiałe tak, jak się to powszechnie rozumie: czyńcie to, aby przypomnieć – uobecnić Moją Mękę. A jednak Jezus tak nie uczynił. On słowa „To czyńcie na Moją pamiątkę” wypowiedział wówczas, gdy był w stanie trwogi oczekiwania na te dramatyczne Wydarzenia. Wypowiedział je zaś nie tylko jako nakaz dla uczniów, którzy mieli je w przyszłości wypowiadać, ale wypowiedział je jako swój własny akt konsekracji i objaśnienia tej czynności, którą w Wieczerniku dokonywał. Znaczenie słów Jezusa należy rozumieć głębiej: On czyni to jako ofiarę szczególnego rodzaju, jako ofiarę składaną w bardzo ściśle określonym celu, jako ofiarę znaną pod nazwą „ofiara pamięci” (po grecku: anamneza - por. 1Kor 11, „ofiara pamiątka”. Taki rodzaj ofiary Bóg już w Starym Przymierzu ustanowił dla Izraelitów (por. Lb 10,9-10) jako partner przymierza. Celem składania takiej „ofiary pamięci” było odniesienie zwycięstwa w walce: gdy Izrael zabijał i spalał na ołtarzu zwierzęta przed walką, to sprawował tę „ofiarę pamięci”, „ofiarę pamiątkę”, a Bóg jako jego obrońca, na mocy przymierza z Izraelem, pamiętał o Izraelu w czasie walki, zapewniał mu zwycięstwo i szczęśliwy powrót do miejsca, skąd wyruszył do walki. Jezus czyni tak samo, jak Izraelici przed walką: przed wyjściem do walki z Wieczernika składa „ofiarę pamięci”, „pamiątkę”, „anamnezę”, składa ją wychodząc na ostateczny bój z samozwańczym księciem tego świata, z diabłem. Składa tę ofiarę, aby Bóg pamiętał o Nim w czasie walki, a więc w czasie całej Jego drogi z Wieczernika po Golgotę i poprzez krainę śmierci, będącą do tego czasu pod władzą diabła. Jezusowa „pamiątka” ma taki sam cel, co każda starotestamentowa „pamiątka”, ale nie pod każdym względem jest z tamtymi ofiarami identyczna. Różnica w stosunku do ofiary Izraelitów jest jakościowa. Po pierwsze: Jezus składa ofiarę nie z zabitych i spalanych na ołtarzu zwierząt, ale z samego siebie. Po drugie: Jest oczywiste, że Izraelici składali jako „ofiarę pamiątki” zwierzę, które już zostało przez nich zabite. Jezus natomiast składa jako „ofiarę pamiątki” Tego, który – patrząc z punktu widzenia czasu historycznego – dopiero zostanie w najbliższej przyszłości zabity – na krzyżu na Golgocie. Dodajmy ponadto, że wprawdzie Jezus jako „ofiarę pamięci” składa Ojcu w Wieczerniku przede wszystkim ów akt definitywnego oddania życia na krzyżu na Golgocie, to jednak z aktem tym łączy i cały przeogromny trud kroczenia ku Śmierci. Jezus składa jako „ofiarę pamięci” Ojcu totalny trud wchodzenia w Otchłań, aby w niej zmierzyć się z diabłem i ostatecznie osobiście go pokonać. Świadczą o tym słowa Jezusa, precyzyjnie tłumaczone z języka greckiego, które brzmią tak: „To jest Ciało Moje za was wydające się”, „To jest Moja Krew, za was wylewająca się”. Czas teraźniejszy „wydające się” / „wylewająca się” wskazuje na to, iż owo „wydawanie się” na śmierć już się rozpoczęło w Wieczerniku i trwa aż do chwili definitywnego pokonania diabła w Otchłani. Po zapoznaniu się z pojęciem „ofiary pamiątki” jako ofiary przed walką zastanówmy się jeszcze, jakie okoliczności poprzedziły dzień, w którym Jezus przystąpił do sprawowania Ostatniej Wieczerzy czyli Mszy Świętej. Jezus uczynił to po zakończeniu etapu głoszenia nauki i potwierdzania jej licznymi cudami. Jak to za chwilę zostanie przedstawione, Jezus podporządkował swoje życie precyzyjnemu planowi, złożonemu z czterech kolejnych etapów, aby nadać mu tę samą strukturę, jaką Bóg nadał swojemu planowi walki z faraonem, planowi wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu, planowi złożonemu właśnie z czterech głównych etapów. Zanim omówimy etapy życia Jezusa, zauważmy na podstawie Ewangelii św. Łukasza (9,31) pewien mało dostrzegany, a istotny szczegół. Oto gdy Jezus podczas przemienienia na górze rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem, to mówił o „odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie”, przy czym słowo „odejście” w greckim oryginale brzmi „exodos”. To greckie słowo my zazwyczaj wymawiamy „exodus”, określając nim wyjście Izraelitów z Egiptu (por. Wj 19,1). Porównanie życia Jezusa do exodusu – czyli wyjścia – Izraelitów z Egiptu ma zatem głębokie podstawy biblijne. W życiu Jezusa należy zatem odkryć te cztery zasadnicze etapy Jego planu zbawienia, cztery elementy struktury, nadanej Jego życiu przez Niego samego. Pośród tych głównych etapów jednym jest i Ostatnia Wieczerza. A oto owe cztery etapy zbawczego planu Jezusa: nauczanie i cuda potwierdzające posłannictwo Jezusa,uczta paschalna czyli Ostatnia Wieczerza,wyjście z uczty i przejście poprzez Ogrójec, pojmanie, sąd u Annasza, Kajfasza, Piłata, drogę krzyżową na Golgotę, Śmierć na krzyżu i stąd zejście do Otchłani, przechodzenie przez Otchłań aż do poranka dnia trzeciego, licząc od dnia sprawowania uczty,wyjście Jezusa z Otchłani rankiem trzeciego dnia na drugi brzeg życia, czyli Zmartwychwstanie, a po czterdziestu dniach Wniebowstąpienie i po kolejnych dziesięciu dniach Zesłanie Ducha Świętego. Okazuje się, że cztery etapy życia Jezusa są analogiczne do czterech etapów planu, jakiemu Bóg podporządkował wyprowadzenie Izraelitów z niewoli w Egipcie, a mianowicie: cuda (zwane plagami egipskimi) potwierdzające przyjście Boga z pomocą dla Izraela w niewoli, uczta paschalna z baranka w Egipcie, wyjście z uczty w Egipcie i przejście aż do Morza Czerwonego i stąd zejście do Otchłani wód, przejście przez tę Otchłań, wyjście Izraelitów z Otchłani wód rankiem trzeciego dnia od uczty w Egipcie, wyjście na drugi brzeg życia, w wolności od faraona. Z przedstawionego zestawienia etapów życia Jezusa z etapami wyjścia całego Izraela z Egiptu widać, że – ujmując powyższe wyliczenie w skrócie – kolejność jest taka: nauczanie potwierdzane cudami,uczta,przejście przez Otchłań,nowe życie po przejściu Otchłani. W obu przypadkach uczta poprzedziła przejście przez Otchłań, a ponadto wyjście z Otchłani nastąpiło identycznie w poranek dnia trzeciego od momentu sprawowania uczty. Różnica tkwi jedynie w doniosłości wyliczonych tu elementów. I tak odnośnie uczty: Izraelici spożywali Paschę, czyli pieczonego baranka, Apostołowie zaś, a z nimi i my, spożywamy Paschę, czyli Jezusa, o czym wzmiankuje św. Paweł: „Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1Kor 5,7). Podobnie odnośnie przejścia: Jezus przeszedł przez Otchłań-Śmierć, czyli przez krainę umarłych, natomiast Izraelici przeszli przez Otchłań Morza Czerwonego, czyli pomiędzy wodami morskimi. Warto jednakże wiedzieć, że w obu przypadkach Pismo Święte stosuje termin „Otchłań” [3], przez co Duch Święty jako Boski Autor całego Pisma Świętego podpowiada nam zauważoną tu analogię. Co do nowego życia: Izraelici po przejściu Otchłani wód weszli do nowego życia, życia w wolności od faraona, ale życia doczesnego. Jezus wchodzi do nowego życia, ale zupełnie nowego życia, bo życia wiecznego, które otrzymuje od Ojca w akcie Zmartwychwstania. Wraz z Nim do tegoż życia wchodzą i nakarmieni Jego Sakramentem Apostołowie zgromadzeni w Wieczerniku i my wszyscy, którzy uczestniczymy z nimi w tej samej Eucharystii. Ponadto tak jak Izraelici po 40 latach wędrówki weszli do Ziemi Obiecanej, tak Jezus po 40 dniach wstąpił definitywnie do życia wiecznego w niebie, gdzie przebywa jako Wcielony Bóg w jedności z Bogiem Ojcem i Bogiem Duchem Świętym. A i my dzięki uczestnictwu w Eucharystii, a szczególnie w Komunii Świętej, tam ostatecznie wstąpimy po zakończeniu życia doczesnego. Wracając w rozważaniach do Eucharystii pierwszych chrześcijan: oni nigdy nie urządzali po niej spotkań towarzyskich, lecz do rana trwali na modlitwie (por. Dz 20,7-12). Przejęli zaś to ze zwyczajów związanych z żydowską ucztą paschalną, po której według przepisów nie wolno ani jeść, ani zabawiać się, a jedynie wolno i należy modlić się aż do rana, co też praktykują do dziś najbardziej pobożni Żydzi. Pamiętajmy, że Pan Jezus był Żydem i On właśnie żydowską paschalną ucztę przekształcił w Eucharystię (por. Łk 22,15), a ponadto wszyscy obecni w Wieczerniku Apostołowie byli także Żydami, którzy dotąd wiernie sprawowali coroczną Paschę. To na nich Jezus złożył obowiązek przekazania rodzącemu się Kościołowi wszystkich wymogów, związanych z Jego Nową Paschą, zbudowaną na Passze żydowskiej. Stąd i zwyczaje związane z Paschą żydowską przeszły od początku do Eucharystii – do Paschy Nowego Testamentu. Dlaczego pobożni Żydzi do rana modlą się po uczcie paschalnej Starego Przymierza, stanowiąc dla chrześcijan mimowolnie wzór modlitewnego trwania po uczcie paschalnej Nowego Przymierza? Oni wiedzą, że wprawdzie uczta paschalna daje im udział w przejściu wraz z ich Ojcami przez Morze Czerwone [4], jednakże trwają na modlitwie aż do świtu, bo – jak relacjonuje Księga Wyjścia 14,24-31 – o świcie Bóg zatrzymał koła rydwanów wojska egipskiego i ostatecznie pogrążył je w morskiej otchłani. O świcie Ojcowie wyszli na drugi brzeg morski, aby tam Bogu śpiewać wspaniały hymn, aby tam niejako eksplodować pełnią radości ze zmartwychwstania do nowego życia w wolności! Żydzi wiedzą, że gdy po zakończeniu uczty paschalnej modlą się aż do świtania, to naprawdę uczestniczą w owym exodusie / wyjściu Ojców z Egiptu, w ich trzydniowym marszu aż do Morza Czerwonego, zwieńczonym cudownym przejściem przez morskie głębiny. Wiedzą, że uczestniczą w tym cudzie, którego Bóg dokonał dla nich, aby obdarzyć ich pełnym zwycięstwem nad wrogimi Egipcjanami. Czy to tylko przypadek, że Jezus Chrystus właśnie o świcie dnia trzeciego - licząc od czasu spożywania Nowej Paschy – wyszedł z Otchłani? [5] Jezus z Otchłani Śmierci wyszedł po takim samym okresie czasu, jak Izraelici wyszli z Otchłani wód… Dzięki temu rozumiemy, dlaczego w czytaniach mszalnych Wielkiej Soboty dane nam jest słyszeć relację z Księgi Wyjścia o przejściu Izraelitów przez Morze Czerwone… Jest tak, ponieważ Wielka Sobota uobecnia czas przechodzenie Jezusa przez Otchłań, czas pomiędzy Jego Śmiercią i zstąpieniem do Otchłani w Wielki Piątek a Zmartwychwstaniem w Wielkanocną Niedzielę. Jest tak, ponieważ przejście Jezusa przez Otchłań jest typicznie zapowiedziane przez przejście Izraela przez inną Otchłań – przez Otchłań wód morskich. Warto odnośnie wyjścia z Egiptu zauważyć, że Bóg dwukrotnie dokonał zabicia wrogów Izraela: najpierw zabił wszystkich pierworodnych Egiptu, a uczynił to dokładnie w środku nocy i to dokładnie wtedy, gdy Izraelici spożywali ucztę paschalną. Drugi raz dokonał tego w środku wód morskich, nad ranem trzeciego dnia od tamtego pierwszego wydarzenia: zabił faraona i całe jego wyborowe wojsko: nie ocalał z nich ani jeden! To nie jest przypadek, że Pan Jezus sprawował ucztę Nowej Paschy przed wyruszeniem ku Golgocie i Otchłani Śmierci: Jezus najpierw w czasie uczty eucharystycznej uobecnił akt swojej śmierci, a następnie ten sam akt swojej śmierci, swojego wejścia w Otchłań, zrealizował na krzyżu na Golgocie. Dzięki temu Jezus w sposób iście Boski zrealizował dwukrotnie w czasie historycznym jeden akt śmierci, zrealizował w sposób przekraczający wszelkie ludzkie wyobrażenia to, co zapowiadały dwa oddzielne akty zabicia Egipcjan: pierwszy w czasie uczty, drugi w czasie przejścia przez morze. A zatem najpierw w Wieczerniku On – podobnie jak Bóg w Egipcie – sprawił, że w czasie uczty paschalnej dokonał się akt Śmierci Pierworodnego Syna, a dokonał się pod osłoną sakramentalnych znaków Chleba i Wina. Podobieństwo to odznacza się nieporównywalną głębią wobec wydarzenia w Egipcie, gdyż jest nie tyle aktem zabicia, co aktem przywołania z przyszłości tego, co dokona się na Krzyżu na Golgocie. Tym niemniej jest przez tamten akt zabicia pierworodnych synów Egiptu zapowiedziane typicznie. Następnie, po wyjściu z uczty w Wieczerniku, Jezus przeszedł aż do góry Golgoty i – podobnie jak Izraelici [6] wszedł w sferę śmierci. Zauważmy, że Izraelici przeszli pomiędzy potężnym wałem wód, a zatem przeszli jakby przez śmierć, przeszli dzięki Bożej mocy, dzięki temu, że Bóg w znakach słupa ognia i słupa obłoku [7] szedł z nimi. Jezus także zwycięsko przeszedł przez Otchłań, przez krainę umarłych, z której – jak mówi List do Hebrajczyków – Bóg wywiódł Go – „wywiódł spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec” (por. 13,20). Czy w tym przypadku Bóg wywiódł tylko samego Pasterza, bez owiec? Nie, nie tylko – w przejściu Jezusa-Pasterza przez Otchłań uczestniczą i Jego owce – wszyscy ci, którzy dzięki uczestnictwu w modlitwie po Mszy Świętej trwają z Nim w zjednoczeniu, wszyscy niosący w swoich wnętrznościach dwa sakramentalne znaki, jakże podobne w barwie do dwu znaków z Egiptu: znak białego Chleba, podobny do obłoku, znak czerwonego Wina, podobny do ognia. Uczestniczą oni w tym zwycięskim przejściu zatem nie tylko w czasie uczty eucharystycznej, ale i po jej zakończeniu – podobnie jak Izraelici po zakończeniu Paschy uczestniczą ze swymi Ojcami w przejściu przez Otchłań Morza Czerwonego, chociaż już w czasie samej uczty w tymże przejściu uczestniczyli. Na zasadzie biblijnej typologii, zbudowanej dzięki dostrzeżeniu podobieństw pomiędzy czterema etapami exodusu (wyjścia) Jezusa z tego świata a czterema etapami exodusu (wyjścia) Izraela należy wnioskować: tak jak Żydzi modlący się po zakończeniu uczty paschalnej aż do rana uczestniczą w definitywnym rozgromieniu wrogich potęg, zapewniając sobie Boże błogosławieństwo w życiu, tak samo i chrześcijanie będą obdarowani definitywnym zwycięstwem nad wrogimi mocami, jeśli będą trwać na modlitwie nie tylko w czasie uczty Nowej Paschy, ale i po jej zakończeniu. Przed nami już za chwilę otworzą się drzwi Wieczernika. Już za moment staniemy obok Niepokalanej Maryi, aby pod Jej Macierzyńską opieką wejść w przestrzeń i czas sprzed dwu tysięcy lat, aby zasiąść do uczty Nowej Paschy przy Chrystusie, aby zasiąść pośród Jego Apostołów. Mamy świadomość, że Jezus właśnie zakończył pierwszy etap swojego planu życia i rozpoczyna etap drugi – On teraz będzie sprawował „Ofiarę pamiątkę”, ofiarę przed śmiertelną walką z diabłem, nieprzejednanym wrogiem Boga i ludzi. Już za kilkadziesiąt minut my, Wspólnota Nieustającego Różańca, posileni Ciałem i Krwią Syna Bożego w czasie Mszy Świętej, będziemy obdarowani łaską trwania w sakramentalnym zjednoczeniu z Jezusem na modlitwie, aby wraz z Nim wziąć pełny udział w definitywnym rozgromieniu potęg piekielnych, jakiego On, Syn Boga i Syn Maryi, dokonuje właśnie w tym czasie łaski. Niech Niepokalana Maryja będzie nam w tym zjednoczeniu wzorem i orędowniczką u Boga. Amen!

Śladami pierwszych chrześcijan. Przewodnik kulturowy po wczesnochrześcijańskim Rzymie Wydawnictwo: WAM Data wydania: 2019-01-01 Data 1. wyd. pol.: 2019-01-01 Liczba stron: 184 Czas czytania 3 godz. 4 min. Język: polski ISBN: 9788327716453 Tagi: pierwsi chrześcijanie starożytny Rzym
Chrześcijaństwo zrodziło się z judaizmu i pozostaje w nim mocno zakorzenione. Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 1986 roku nazwał żydów naszymi "starszymi braćmi w wierze". Z tego też powodu uznał, że relacje z judaizmem są dla chrześcijaństwa sprawą wewnętrzną, a nie międzyreligijną. "Religia żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym"- mówił Papież. Inicjatywa Boga Zarówno w judaizmie, jak i w chrześcijaństwie w relacji między Bogiem a człowiekiem inicjatywa zawsze należy do Boga. To podstawowy duchowy rys charakterystyczny dla "judeochrześcijaństwa". Bóg jest tym, który szuka człowieka, pragnie nawiązywać z nim coraz bliższą, wręcz intymną relację. Tak było od samego początku - w przypadku Abrahama, Jakuba, Mojżesza, proroków i całego zgromadzenia Izraela. Z sytuacją odwrotną spotykamy się w przypadku religijności pogańskiej, gdzie inicjatywę ma człowiek. Kierując się swoim ego, własnym interesem, pragnieniami i umysłem, zwraca się ku bogom, by zyskać ich przychylność dla siebie i własnych planów. Jego działanie opiera się jednak na lęku i swoistej niewoli, w przeciwieństwie do żydowskiego i chrześcijańskiego doświadczenia wiary w Boga z owej niewoli wyzwalającego. Żyd i chrześcijanin, którego szuka Bóg i który w spotkaniu z Nim doznaje wyzwolenia, staje się człowiekiem wolnym. Zgodnie ze słowami: "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5, 1). Mamy tu też do czynienia z innym rodzajem wolności, bliższym liberalnemu sposobowi jej pojmowania. W obu omawianych religiach człowiek pozostaje wolny w tym sensie, że może odpowiadać Bogu "nie", odwracając się od Jego propozycji. Na tym polega owa niezmierzona miłość Boga do człowieka, że akceptuje go, gdy odrzuca boską inicjatywę lub gdy się z nią zmaga, idąc w życiu krętymi ścieżkami. Bóg zatem pozostawia człowieka w pełnej niezależności, by mógł nieustannie dokonywać wyborów samodzielnie i bez żadnego przymusu. Istota rzeczy polega bowiem na osobistym, egzystencjalnym doświadczaniu skutków własnych wyborów między tym, co dobre dla mnie wedle moich wyobrażeń, przekonań i umysłu, a tym, co dobre według zamysłu Boga Jedność ciała i ducha Kolejną właściwością wspólną dla judaizmu i chrześcijaństwa jest jedność ciała i ducha. Tradycja żydowska (choć niecała), a w jeszcze większym stopniu tradycja chrześcijańska pełne są zmagań z próbami rozdzielania tych dwóch wymiarów ludzkiej egzystencji. Kultura grecka mówiła o dwoistości ludzkiej natury i rozdzieleniu duszy od ciała. Według Platona ciało stanowi więzienie dla duszy i człowiek winien uwolnić się od tej niewoli. Pewne skutki owej pogardy dla ciała pojawiają się w późniejszym średniowieczu. W okresie renesansu i baroku widoczne jest natomiast odreagowanie wobec tej skrajności. Nierzadko mamy wówczas do czynienia z przesadnym kultem cielesności. Nurt ten pozostaje obecny także w dzisiejszej cywilizacji euroamerykańskiej. Na przestrzeni wieków pokusy herezji w tej kwestii wciąż powracają. Heschel uważa, że "nie istnieje konflikt między Bogiem a człowiekiem, nie ma wrogości między duchem a ciałem, nie wbito klina między to, co święte, a to, co świeckie. Człowiek nie istnieje z dala od Boga. To, co ludzkie, jest linią graniczną tego, co boskie". Nauka chrześcijańska o jedności tego, co duchowe, i tego, co cielesne, pozostaje mocno zakorzeniona w dorobku myśli żydowskiej. Według niej ciało jako stworzone przez Boga - a wszystko, co On stworzył, było dobre (por. Rdz 1, 1-31) - stanowi niezwykle istotny składnik ludzkiej natury. Stąd należny ciału szacunek. W Księdze Hioba czytamy: "Ciałem swym Boga zobaczę, (…) moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty" (Hi 19, 26-27). Jak pisze Byron L. Sherwin, uczeń Heschela, "podczas gdy we wcześniejszej średniowiecznej myśli żydowskiej samopoznanie, jako drogę do poznania Boga i świata, odnoszono przede wszystkim do duszy ludzkiej, to później właśnie ludzkie ciało stało się narzędziem nie tylko samopoznania, lecz i poznania Boga oraz stworzenia". Delfickiej maksymy »Poznaj samego siebie« nie ograniczano już wyłącznie do poznania duszy, lecz odnoszono ją i do poznania ciała" - pisze z kolei inny żydowski filozof Alexander Altmann. Talmud zaleca kontemplację ciała jako sposób poznania mądrości Najwyższego. Święty uczynek, czyli micwa - rzecz fundamentalna dla żydowskiego życia - nie jest możliwy bez udziału ludzkiego ciała. Owszem, między ciałem i duchem istnieje poważne napięcie wewnętrzne, można je jednak pokonać właśnie przez święty uczynek. Spuściznę judaizmu przejęło chrześcijaństwo, które bardzo mocno uwypukla jedność ciała i duszy, podkreślając poszanowanie dla ludzkiego ciała, także lub przede wszystkim w wymiarze płciowym. Jedność ta została mocno zaakcentowana przez fakt Wcielenia Syna Bożego i Jego zmartwychwstanie. Słowo źródłem życia Cechą odróżniającą duchowość judaizmu i chrześcijaństwa od innych typów duchowości jest także sposób rozumienia pojęcia "słowo". Istnieje zasadnicza różnica między interpretowaniem "słowa" w kulturze europejskiej, zdominowanej przez mentalność grecko-rzymską, a jego treścią w kulturze Bliskiego Wschodu, zwłaszcza zaś w mentalności ukształtowanej przez Biblię hebrajską i judaizm. W Europie "słowo" pozostaje bliskie znaczeniowo "pojęciu", a nawet "idei". Należy zatem do sfery myśli, filozofii, teorii, co oznacza, że jego autorem jest człowiek. W kulturze grecko-rzymskiej "słowo" to w istocie twór ludzkiego intelektu. Natomiast dla żydów, zarówno w tradycji biblijnej, jak i rabinicznej, "słowo" oznacza konkretny fakt historyczny, realne wydarzenie, które obiektywnie miało miejsce. Ponieważ nad historią panuje Bóg i On stwarza "słowo" - czyli wydarzenie - ono zawsze jest Jego autorstwa. Cała historia pozostaje w Jego ręku i nic nie dzieje się bez Jego wiedzy, co więcej - bez Jego przyzwolenia. Dlatego św. Jan mówi, że "na początku było Słowo" (J 1, 1), zaś w Księdze Rodzaju czytamy, że gdy tylko Bóg wypowiadał słowo, to natychmiast stawało się ono rzeczywistością: pojawiły się wody, ląd, zwierzęta, rośliny i ludzie. Takie było historyczne doświadczenie Izraelitów. Podobnie rzecz się ma z Dziesięcioma Słowami, czyli Dekalogiem. Ich autorem i dawcą jest Bóg. Żydzi doświadczali, że jeśli żyją w sposób, jaki przekazał im od Boga Mojżesz, są zadowoleni i umierają "syci dni" na podobieństwo Abrahama. Człowiek nie byłby w stanie wymyślić Dekalogu ani całej Tory, gdyż jego natura skłania do innej etyki i hierarchii wartości. Skoro jednak człowiek został stworzony na podobieństwo Boga - i jest w nim jakoś odbity obraz Stwórcy - to stopniowe objawianie mu jego pochodzenia nakłada nań, jak mówi Talmud, pewne zadanie. Zadaniem tym staje się wypełnianie Dekalogu, Tory. Tora została oddana w ręce człowieka. Teraz możemy lepiej rozumieć, co oznacza stwierdzenie, że Jezus Chrystus jest słowem Boga, które Pan daje człowiekowi, by ten w swej wolności mógł zrobić z Nim, co chce: zabić, oddalić i być nieszczęśliwym lub przyjąć, by nim żyć i być szczęśliwym. W tej przestrzeni zawiera się miłość Boga do ludzi. Owszem, Bóg, widząc ich bezsilność w czynieniu dobra, w wypełnianiu Tory, sam wypełnia - jak uczynił w przymierzu zawartym z Abrahamem - swą obietnicę. Przeprowadza Jezusa przez śmierć i daje Mu życie. Co więcej - pozwala poznać, że Jezus Chrystus ma tego samego Ducha zwycięstwa nad śmiercią i może udzielać Go konkretnym stworzonym osobom, czyniąc swój Kościół. Na tym bowiem polega istota Kościoła, wszystkie inne jego cechy czy zadania są wtórne. Słowo Boga to nie jedynie Biblia, Pierwszy Testament i Drugi Testament. Jest ono czymś nieskończenie większym. Daje się poznać we wszelkim "ciele", "wcieleniu", w tym wszystkim, co jest sposobem objawiania się Boga na ziemi. A zatem oprócz Biblii mentalność oraz życie żydów i chrześcijan kształtują historia i Tradycja, które skądinąd przez to samo życie są kształtowane. To oczywiste, że gdy z historii i teraźniejszości wyjmiemy Boga i Jezusa Chrystusa, przestaje ona być historią świętą, stając się zwykłym ciągiem faktów historycznych, które możemy interpretować na rozmaite sposoby zależnie od własnego światopoglądu. Biblia i Tradycja oraz ich egzegeza są lustrem, w którym każdy z nas może się przeglądać, by móc w świetle Boga spojrzeć na swoje życie, życie rodziny, społeczeństwa i świata. Nie ulega wątpliwości, że tę odnowioną świadomość istoty słowa Bożego - mocno obecną wśród pierwszych chrześcijan - Kościół katolicki odzyskiwał stopniowo, a wyraził ją w dziele Soboru Watykańskiego II. Szukanie coraz bliższej relacji z Jezusem Chrystusem musi oznaczać głębsze wejście w żydowskie korzenie chrześcijaństwa, w żydowski sposób postrzegania rzeczywistości i egzegezy Pisma. Pamięć jako drogowskaz Kolejnym wyróżnikiem religii Izraelitów - jakże istotnym - jest specyficzny sposób postrzegania zbawczych wydarzeń w ich własnej historii. Sposób ten można określić jako memoryzację i aktualizację. Mam na myśli zbiorową pamięć o interwencjach Boga w ich życiu społecznym. Postawa ta ma swoje zakorzenienie w Księdze Powtórzonego Prawa, przede wszystkim w słowach: "Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, o której poprzysiągł przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że da tobie miasta wielkie i bogate, których nie budowałeś, domy pełne wszelkich dóbr, których nie zbierałeś, (...) strzeż się, byś nie zapomniał o Panu, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli" (Pwt 6, 10-12). Nie chodzi tu o zwykłą pamięć. Każda bowiem żydowska proklamacja, zwłaszcza liturgiczna, a także modlitwa, oznacza aktualizację istotnych momentów przeszłości, w których Bóg interweniował w życie tego ludu, aby mógł On okazać swą moc w obecnych problemach osób i całej wspólnoty. Dlatego tak istotne jest przekazywanie wiary zrodzonej z tych wydarzeń z pokolenia na pokolenie: "Wpoisz je twoim synom" (Pwt 6, 7). Autor Księgi Powtórzonego Prawa ma na myśli przede wszystkim dwa najważniejsze wydarzenia, które ukształtowały wiarę i mentalność żydowską: wyjście z niewoli egipskiej oraz nadanie Prawa, Tory, na Synaju. Liturgiczne i modlitewne przywoływanie tamtych faktów nie ma na celu jedynie podtrzymywania pamięci w sensie obchodów ku czci, lecz przepowiadanie niezmiennej mocy Boga, który dziś nadal może wyprowadzać z kolejnych niewoli i prowadzić swój lud - indywidualnie i wspólnotowo - ku coraz pełniejszemu pojmowaniu i wypełnianiu Tory. Podobnie rzecz się ma z chrześcijanami, którzy mogą doświadczać aktualizacji zbawczych wydarzeń paschalnych Jezusa Chrystusa podczas każdej Eucharystii i co ważne, innych liturgii. Właśnie wówczas słowo ma szczególną moc, ponieważ Bóg działa w swym zgromadzeniu, Jezus zaś mówi, że jest obecny tam, gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Jego imię (por. Mt 18, 20). Nie chodzi tutaj o jakąś magię sprowadzającą obecność Boga przez sam fakt zebrania się ludzi, ale o to, że Izrael nazywany jest ludem słuchania. Fundamentalnym słowem dla żydów jest bowiem Szema - "słuchaj". Izrael jest ludem, który słucha Boga, ludem słuchania Jego słowa. Wiara bierze się ze słuchania, dlatego Jezus stwierdza: "Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!" (Mt 8, 8) oraz "Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je" (Mt 8, 21). Bóg mówi przez Proroka, że obrzydły Mu wszelkie nasze obchody, uroczystości, święta i liturgie, bo w gruncie rzeczy nie słuchamy, a jeśli słuchamy, to po to, by uznać konkretne słowo za przydatne dla innych ludzi (por. Iz 1, 14). Tym samym uznajemy, że Bóg nie ma mocy nad naszym życiem, co często maskujemy opinią, że przecież nie będzie On zajmował się takimi drobnostkami jak nasze sprawy codzienne. Dla żydów Tora to objawienie miłości Boga do nich. Nie jest ona prawem, doktryną, nakazem, lecz obietnicą pełni życia, miłości i jedności z Bogiem i ludźmi. Bóg mówi: "Jeśli będziesz Mnie szukał, to dam Ci się znaleźć i sam obietnice te będę wypełniał". Jezus z Nazaretu przedstawi się jako Ten, który jest realizacją Tory, ponieważ sam Bóg wypełnia podstawowy brak w człowieku: niemożność kochania nieprzyjaciela, czyli drugiego człowieka, który mnie rani, działa na moją niekorzyść, krzyżuje plany i wyobrażenia o życiu i ludziach. Krótko mówiąc, fakt, że Bóg stał się człowiekiem, oznacza, że spełnia obietnicę daną Abrahamowi, Izraelitom i wszystkim ludziom, że będą zbawieni, że życie ze wszystkimi "krzyżami", przeciwnościami, cierpieniami nie jest przekleństwem, lecz błogosławieństwem, za które będą Mu dziękować. Na pytanie, gdzie mieszka Bóg, żydzi odpowiadają: mieszka w błogosławieństwie. Nie w tym, o które ludzie proszą, gdy wołają: "Niech Bóg nam błogosławi", lecz w błogosławieństwie, jakie wychodzi z ich ust, gdy doświadczyli Jego obecności i miłości tam, gdzie spodziewali się zniszczenia i przekleństwa. To właśnie czynią żydzi podczas uczty paschalnej, gdy wznoszą kolejne kielichy błogosławieństwa, dziękując Bogu za to, czego dla nich do tej pory dokonał i jeszcze dokona, chociaż już przeszłe dzieła by wystarczyły. Dlatego - jak pisze przywoływany wcześniej Heschel - "Żydzi nie czuli się »narodem Księgi«. Nie uważali, że posiadają »Księgę«, tak jak nikt nie może uważać, że posiada życie. Księga, Tora, była ich istotą, tak samo jak oni, Żydzi, byli istotą Tory". Jezus Chrystus wszedł w ryt żydowski, błogosławiąc Boga Ojca za swą drogę paschalną, co na krzyżu objawiło się zgodą na Jego wolę. W ten sposób Jezus spełnia swą misję jako Słowo, stając się następnie przyczyną, dla której chrześcijanie mogą błogosławić Boga Izraela, Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Ludzie ochrzczeni bardzo często interpretują słowo Boga - a przede wszystkim samego Jezusa Chrystusa - w sposób przewrotny; obłaskawiamy je, próbujemy ich używać dla budowania swego ja, a nie Jego chwały. Z drugiej strony słowo nie zostawia nas z tą trudną i nieznośną świadomością naszej skażonej, głęboko egoistycznej natury, wobec której jesteśmy bezsilni, lecz daje nadzieję na miłość Boga, która nie tylko uzdrawia, lecz chce udzielić się każdemu osobiście za darmo. Stąd porównanie słowa Boga do miecza obosiecznego: boleśnie rozcina ropiejącą ranę, co jest konieczne dla dalszego procesu leczenia, a zarazem opatruje ją wraz z dobrym rokowaniem i darem skutecznej terapii (por. Hbr 4, 12). Tekst pochodzi z książki "Od lęku do nadziei" Prawdziwa polityka to dawać człowiekowi taką możliwość, by z jego serca znikło ostrze nienawiści skierowane ku drugiemu. Uczynić to może tylko Bóg. Nie można zrozumieć istoty chrześcijaństwa i Kościoła bez ponownego odkrycia żydowskich korzeni tej wiary. Dopiero powrót do źródeł i przyjęcie nowości Ewangelii umożliwia chrześcijanom pełnienie swej misji. Jan Grosfeld przygląda się specyfice chrześcijańskiej i żydowskiej koncepcji osoby i wspólnoty oraz bada ich wpływ na życie społeczne. Podkreśla konieczność realizacji i rozwoju dzieła Soboru Watykańskiego II oraz rolę czytelnego i autentycznego świadectwa.
Około trzech tysięcy przyjęło wówczas — w dniu Zesłania Ducha Świętego — chrzest święty. Taki był początek Kościoła powszechnego. Ustanowienie pierwszych diakonów. Z dnia na dzień przybywało wyznawców Chrystusa. Konieczni byli pomocnicy w głoszeniu Dobrej Nowiny i w pracy charytatywnej pośród wdów i sierot.
Pierwsi chrześcijanie Grupa chrześcijan imponuje wiernością swoim ideałom wymagającym wyrzeczeń, narzucającym pewne rygory. Jej członków jednoczy wspólnota przekonań opartych na wierze w jednego Boga. Porwani mocą Chrystusowej nauki i ofiary chcą służyć swojemu Bogu i żyć wedle nakazów, do przestrzegania których czują się zobowiązani. Rzesza wyznawców nowej religii jest obiektem fałszywych pomówień. Chrześcijanie muszą się spotykać potajemnie, by wypełniać religijne obowiązki, modlić się i słuchać Słowa Bożego. Grupę pierwszych wyznawców Chrystusa stanowi przede wszystkim uboga ludność Zatybrza i niewolnicy. Do nich dołączyli niektórzy Rzymianie wysokiego urodzenia (Aulus, Pomponia). Cechuje ich prostota, ład moralny, staranie o dobro innych, szacunek dla bliźnich i dla życia ludzkiego. W obawie o swoje bezpieczeństwo kryli się ze swoimi praktykami religijnymi, a to z kolei wywoływało atmosferę tajemniczości i poczucie zagrożenia z ich strony u Rzymian. Posądzano ich o knucie zdrady i złe zamiary. Pierwszoplanową przedstawicielką chrześcijan jest w powieści Sienkiewicza Ligia. Jest uosobieniem delikatności, skromności taktu. Jako córka króla Ligów i panna niezwykłej urody nie ulega pysze, nie stara się wykorzystywać tego, że jest obiektem powszechnego podziwu i westchnień zakochanego Winicjusza. Odrzuca jego zaloty wbrew zdrowemu rozsądkowi (pobyt w domu Winicjusza byłby dla niej – wedle zwyczajów rzymskich – nobilitujący), ale w zgodzie z własnym sumieniem i poczuciem godności. Ligia jest wywiezioną do Rzymu zakładniczką. Oderwana od rodziny i swojego plemienia trafia do domu Plaucjusza i tam, traktowana jak córka, otrzymuje staranne wychowanie. Opieka Pomponii Grecyny i atmosfera domu sprawiają, że dziewczyna chłonie naukę Chrystusa i zostaje Jego żarliwą wyznawczynią. Otacza miłością i szacunkiem swoich przybranych rodziców, cierpi, kiedy na rozkaz cezara musi się z nimi rozstać i postępuje tak, by nie stać się przyczyną ich zguby. Wdzięczna jest im za wychowanie i opiekę, a przede wszystkim – za wprowadzenie jej do grona wyznawców nowej, dającej nadzieję, religii. Ligię cechuje uroda postaci, ale w parze z nią idzie piękno wewnętrzne, duchowe: czystość, skromność, zdolność do ofiary, pokora. Jej prosta, ale silna wiara ma pierwszorzędny udział w przemianie Winicjusza. Dzięki takiej postawie dziewczyny jego miłość, powierzchowna i utożsamiana z pożądaniem, przeradza się w prawdziwe, głębokie uczucie uszlachetniające i gruntownie odmieniające dotychczasowe spojrzenie na świat. Chociaż Ligia stoi w centrum zdarzeń, sama – bierna i cicha – jest osobą skromną i pełną pokory. Jej postawa wynika z przekonania, że życie dla Chrystusa wymaga od niej takich właśnie decyzji. Zgoda na umieszczenie jej w domu Winicjusza byłaby równoznaczna z przekreśleniem zasad, według których postanowiła żyć. Wytrwałość Ligii w wierze i życie według przyjętych zasad moralnych wbrew wszelkim okolicznościom czyni z niej bohaterkę silną i heroiczną, mimo fizycznej kruchości. Sympatię czytelników Quo vadis wzbudza naiwny osiłek, Ursus opiekun Ligii pochodzący z jej plemienia. Jego wiara ciągle narażana jest na próby. Ursus rozumie, jak powinien traktować innych ludzi (Nie zabijaj!), ale jego siła częstokroć wyprzedza refleksję natury moralnej. Zdarza się, że zabija, chociaż potem tego żałuje i ma wyrzuty sumienia. Jest prostoduszny, naiwny, skłonny do płaczu (żal za grzechy po zabójstwie Krotona). Pojmuje nową religię na sposób dziecięcy, pamięta o modlitwie i pragnie męczeńskiej śmierci, chociaż nie czuje się jej godny. Ursus cechuje się wielką opiekuńczością w stosunku do swojej pani. Narażając życie, wynosi Ligię z wyuzdanej uczty u Nerona, porywa, by nie dostała się w ręce Winicjusza, zmaga się z turem na arenie, żeby ocalić ją od śmierci. Towarzyszy jej na każdym kroku, służy pomocą i stara się chronić za wszelką cenę. Zamierza podjąć pracę apostolską na rzecz swojego plemienia, które nie zna jeszcze Chrystusa. Chociaż intelektualnie Ursus pozostaje znacznie w tyle za innymi postaciami, zachwyca swoją szczerością, prawdomównością, czystością intencji, dbałością o Ligię i niezłomnością wiary. Postacią, która wciela w życie ideę chrystianizmu, jest Glaukus (Glaukos, Glauk). Chociaż pamięta krzywdy doznane od Chilona, dwukrotnie mu przebacza. Obraz miłosiernego Glauka żywej pochodni – konającego w straszliwych męczarniach odmienia zatwardziałe serce kata. Chilon, doznawszy wstrząsu, zmienia się w odważnego obrońcę mordowanych chrześcijan i przyjmuje chrzest. Tego cudu dokonuje gest przebaczenia, jakim obdarza go umierający Glauk. Wśród chrześcijan ważną funkcję pełnią dwaj Apostołowie, świadkowie działalności Boga-Człowieka na Ziemi. Nauczają o Chrystusie, mówią o powinnościach Jego wyznawców, giną w obronie wiary. Na kartach Quo vadis poznajemy przede wszystkim Piotra. Przybywa on do Rzymu, by nauczać. Gromadzi wokół siebie tłumy, które potrafi porywać i „hipnotyzować” głoszonymi przez siebie treściami. Udziela sakramentów świętych, błogosławi lud, przypomina o nauce Chrystusa. Jako Jego następca w godzinie śmierci udziela błogosławieństwa Urbi et orbi (Miastu i światu), otaczając nim całą Ziemię i zapowiadając tym samym zwycięstwo nowej religii na wszystkich kontynentach.
Edytorial Polska przeszłość religijna, narodowa i państwowa jest wspólnym i bezcennym dziedzictwem, z którego wciąż na nowo musimy się uczyć korzystać.
Etiopia: śladami pierwszych chrześcijan En Ethiopie, sur les traces des premiers chretiens. film dokumentalny Francja 2011 Etiopia to jedno z najstarszych państw chrześcijańskich. Obecnie ponad 60% ludności stanowią wyznawcy Jezusa Chrystusa.
W tym duchu kardynał wikariusz Angelo De Donatis zaprosił nas do trzydniowego postu i wzmożonej modlitwy, każdy w swojej parafii, aby lepiej zrozumieć, co Duch Święty mówi nam w tym czasie, przez te wydarzenia, aby zobaczyć, jak prowadzić duszpasterstwo powracając do prostoty pierwszych chrześcijan i odkrywając moc głoszenia Słowa.
Jakie problemy powstały w związku z „ucztami miłości”, organizowanymi przez pierwszych chrześcijan? jw2019 4 Bez wątpienia na pochwałę zasługuje fakt, że obecnie Świadkowie Jehowy bogatsi pod względem materialnym dzielą się tym, co mają, z biedniejszymi, jak to czynili pierwsi chrześcijanie na swych ucztach miłości (Judy 12).
wKLIKw.
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/97
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/48
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/27
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/16
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/81
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/30
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/25
  • b7sd2jxbl9.pages.dev/48
  • uczta religijna pierwszych chrześcijan